Magia ludzi.

Wczoraj widziałem parkę w tramwaju.

Parka jak tysiące innych? Własnie, że nie!

Ale zanim ujrzałem ich razem była Ona – stała sama na przystanku czekając na tramwaj. Drogie buty typu “adaśki”, bodajże jedne z topowych teraz. Nogi opasane w ciasne leginsy – widać że dziewczyna dużo zapierdalała na siłowni, bo idealnie wyrzeźbione je miała. Do tego szczupła. Kurtka zimowa producenta bliżej nieokreślonego, nie znam się aż tak dobrze, ale leżała na niej tak idealnie jakby była szyta na zamówienie. Długie blond włosy, bardzo elegancko lekko falowane – wyglądała w nich jak anioł. W ręku trzymała jakieś listy w dość starych ozdobnych kopertach. Widać że nie tylko moje spojrzenie przykuła bo ponad połowa męskiej populacji na przystanku nie mogła oderwać od niej oczu. Ale najbardziej szczególne były jej duże niebieskie oczy i pełne usta zakrzywione w lekkim uśmiechu. “Co ona tak cieszy michę cały czas?” sobie myślałem. Nie był to uśmiech wredny, nie był także złośliwy, ani nie był to uśmiech zadowolenia ze swojej zajebistości. Był to uśmiech ciepły którym obdarzała każdego wkoło. Uśmiech, dzięki któremu na tym przystanku czułem jakąś dziwną magię.

Przyjechał tramwaj. Jako, że stałem obok niej to wszedłem w to samo wejście, skręciłem zaraz w prawo, kilka schodów do góry i stałem w łączniku. Przyszła i ona, wyciągnęła telefon i po wybraniu numeru szybko powiedziała “Jestem na środku” po czym się rozłączyła. I przyszedł On. Buty firmy buty, lekko podrapane i brudne, “szeleszczący” czarny dres, tak samo kurtka nie wiadomo skąd, potargane ale zadbane włosy, generalnie typ faceta “będzie wpierdol jak się krzywo spojrzysz”. Ale po pierwszej, jak się później okazało błędnej ocenie typa, spostrzegłem skąd ta panna miała taki uśmiech. Chodziło o niego! Jak długo żyję, tak nigdy nie widziałem tak słodkiego spojrzenia na kogoś. I to nie było typowe maślane do zrzygania spojrzenie laski ślepo patrzącej na faceta. Było to właśnie ciepłe spojrzenie pełne miłości. To ciepłe spojrzenie o które tak ciężko w dzisiejszych czasach. To była ta magia, ta prawdziwa miłość, którą czułem, kiedy na nich patrzyłem. Po chwili też spojrzałem na niego. Nie patrzył się na nią jak facet który myśli jajami zamiast głową. Nie patrzył na nią jak na rzecz, którą będzie miał wieczorem w swoich objęciach. On również patrzył się na nią niezwykle ciepło, z szacunkiem, swoimi czekoladowymi oczami które mu się błyszczały ze szczęścia. Nie patrzył się jej na tyłek, nawet chamsko nie obściskiwał, nie obczajał jak ślicznie dzisiaj wygląda, po prostu patrzyli się sobie prosto w oczy z lekkim uśmiechem. Zawsze obserwowałem ludzi, ale takiej magii między dwojgiem nie widziałem nigdy. Nie mogłem od nich oderwać oczu, aż do ich wyjścia przy akademii medycznej. Nie wiem, gdzie poszli, nie wiem po co, nie wiem jak długo ich relacja będzie się trzymać, nie wiem po co pęczek tych listów. Jedno jest pewne, na długo ich nie zapomnę. Myślę że byli szczęśliwi, tak prawdziwie szczęśliwi i świata po za sobą nie widzieli. Nawet mi się udzieliła ta atmosfera chemii między nimi, a ja to wiadomo, że kawał kamienia jestem 🙂

Oby więcej takich ludzi, którzy sprawiają że piękne rzeczy dzieją się na naszych oczach. Wystarczy tylko dobrze dostrzec.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s