Krótkie przemyślenia o motywacji

Ostatnio robiąc sobie całotygodniowy plan co zrobić muszę, co zrobić wypada a co można odłożyć, zacząłem się zastanawiać nad ideą planowania i czy to wszystko ma sens…

A może by tak nic nie planować…?

Niektórzy twierdzą, że są żywiołem, który żyje z dnia na dzień i oni nic nie planują. Żyją szybko, żyją intensywnie, pada hasło to odpowiedź jest krótka – albo wchodzi w coś, albo nie. Znam kilka takich osób i postanowiłem się im trochę przypatrzeć. Czy fakt braku posiadania planu i celów na najbliższe dni wiąże się z ich zajebistością, czy może jest to efekt umiejętności szybkiego myślenia i reagowania na zmieniającą się sytuację? Czy tak na prawdę osoby szczycące się spontanicznym trybem życia uważają że to jest fajne? Z czego bierze się brak planu? W życiu każdego przychodzi taki moment, kiedy coś sobie zaplanuje, cieszy cały tydzień michę na fakt dokonania czegoś a potem przychodzi dzień chwały, kiedy to jego najskrytsze marzenie ma się spełnić i… dupa! Dałbym sobie uciąć rękę, że każdy miał przynajmniej jedną taką sytuację w życiu. Jakie są reakcje? Niektórzy mają to w dupie i planują dalej, bądź zmieniają swoje cele na dany dzień. Inni z kolei mają załamkę i stwierdzją, że nic im w życiu nie wychodzi przez to przestają planować kolejny raz. Rzeczy oczywiste chciałoby się powiedzieć. Skąd się biorą ludzie-spontany? Ja myślę, że z porażek. Plan-porażka, plan porażka, plan-może wyjdzie-a nie, jednak znów porażka. Niekiedy słyszę jak ktoś sobie zaplanuje cały tydzień a potem w połowie chuj wszystko strzela. Ba! Czasami nawet na początku! Dlaczego? Osobiście uważam, że jest kilka czynników. Pierwszym istotnym czynnikiem jest spadek motywacji. Wiele osób ma zjazd motywacyjny kiedy zaczynają się problemy z realizacją jakiś planów, celów. Czasami jest to po prostu typowe “niechcemisie”. To jest przyczyną legnięcia wielu wielkich planów podboju świata zaraz na starcie. Typowe “jutro”. Drugim czynnikiem jest rozczarowanie. Zaplanowałem na cały tydzień takie zajebiste rzeczy, a potem tak zajebiście je wykonałem, ale zaraz… coś jest nie tak… gdzie ten efekt, który chciałem osiągnąć? Gdzie te złote góry, które sobie wymarzyłem? I nagle kolory tak świetnego planu wyblakły jak wielokrotnie wyprane ciuchy. Wielkie czyny, mizerny efekt – rozczarowanie i w przyszłości “wisitumizm” na wszelkie takie akcje. Trzecia przyczyna to nagła zmiana sytuacji. To z kolei osobiście miałem najczęściej. Zaplanowany piknik na weekend – deszcz! A przecież pogoda miała być taka piękna… Rano rowerem do pracy? Deszcz! Lekcje u mojego ulubionego ucznia wieczorem? Choroba, albo dłużej w pracy trzeba zostać. O ile z deszczem na upartego można sobie poradzić i tak jak kiedyś mi się zdarzyło – grillować pod parasolem, o tyle z sytuacjami nagłymi na które szczególnie nie mamy wpływu – gorzej. Powyższe trzy można śmiało odnieść do sytuacji planowania day-to-day tak samo jak do planowania długoterminowego. Z celami długoterminowymi bywa tak, że do porzuconych można wrócić, ale najczęściej niestety zdarza się tak, że jak zaczynamy wątpić w powodzenie czegoś to odkładamy to na wieczne jutro.

Zabij swojego zabójcę.

Pierwszy czynnik, który zabija w nas możliwość zaplanowania sobie zajebistości jest motywacja. Jak sobie poradzić z planowaniem, kiedy nawet na to nie ma motywacji? Kiedyś jakaś mądra głowa powiedziała że trzeba wypisać sobie cele na kartce. Po cholerę? Nie chce mi się… 120 celów. W końcu po dłuższym czasie stwierdziłem, że to będzie bułka z masłem. Zrobię to szybko i będzie pierwszy krok do osiągnięcia sukcesu. Pierwszy krok jest najtrudniej zrobić. Potem jakoś idzie… Gorzej lub lepiej. Zaprawdę powiadam Wam, zatrzymałem się przy około 73 i miałem takiego mindfucka, że masakra! Zacząłem takie bzdury pisać byle by dojść do tych 120. Jest! Pierwszy krok gotowy. Teraz wybrać najważniejsze 20 z nich. No to pach, pach, pach. Easy. Lista istniała, schodziło wolno… Ale zacząłem wykreślać po kolei coraz więcej. Nawet zacząłem dopisywać coraz więcej do tego. Lista żyje dalej i bardzo motywujące jest to, kiedy po kolei coraz więcej z niej znika. Jakim cudem? Wyobrażenie osiągnięcia celu. Nie wyobrażanie sobie, że do tego celu dążymy. Dążenie jest ciągłe i nie zakończone. Wyobraźmy sobie, że dany cel osiągnęliśmy i jak cudownie się z tym czujemy. W chwilach zwątpienia to tylko kilka sekund – zamknięcie oczu i myślenie o tym jakie wewnętrzne poczucie doskonałości jest z dokonania niemożliwego. A dokonanie niemożliwych rzeczy otwiera nam w głowach możliwości do robienia jeszcze więcej. Prosta sytuacja – ilu z Was szło nieprzygotowanych na egzamin na studiach? Ilu po nim myślało “Boże, nie zdam”. Przypomnijcie sobie potem radość z tego że jednak udało się zdać mimo, iż początkowo okazywało się to niemożliwe. Ilu ludzi kończy studia? Te trudniejsze i te łatwiejsze? Idziesz na studia myśląc “skończę, zdam, będę magistrem, inżynierem, doktorem”. Nie myślimy, że będę zdawał w nieskończoność. Zdam! I potem chwile zwątpienia… ale zdam! Nadal w to wierzę, muszę, chcę, skończę! Myślenie w czasie dokonanym, ciągłe powtarzanie sobie tego. Jestem najlepszy, zdam, zrobię, dokonam. Idąc biegać nie myśl “pobiegam aż padnę”. Większość pobiega krótko, padnie na wstępie. Pójdę pobiegać godzinę. I biegając myśl o tym. Godzina. Nie mniej, nie więcej. Nakręcanie samego siebie – jestem zajebisty, dam radę. Śmieszne? Stań przed lustrem i powiedz sobie że jesteś świetny, że potrafisz wszystko, że nie ma dla Ciebie niemożliwego, “jestem najlepszy!”. Głupi pomysł? A powtarzanie sobie “o matko, jaki ja jestem beznadziejny, nic nie umiem, nie dam rady” nie jest głupie? To jest właśnie dopiero głupie! Dlaczego wmawianie sobie, że nie dam rady jest normalne i na porządku dziennym a mówienie sobie, że jest się najlepszym przyprawia o wypieki jak wyjawianie księdzu najbardziej zboczonych grzechów? Każdy może być dzieckiem sukcesu, każdy JEST dzieckiem sukcesu. Zabijmy w nas to co zabija naszą motywację. Zabijmy niepewność, zwątpienie, lenistwo.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s